10.20.2018

...to dobry dzień na
fitness dla umysłu...

Logowanie / rejestracja

RÓWNOWAGA

  • Dział: Terazja


No dobra, na początek basen... może powinien być na końcu?

 Co tam, basen ma dwa końce, tak więc kilka basenów i do dzieła. Tak tu pisze, trzeba się tego trzymać. No i dobrze, rzeczywiście, tak się zagłębić na początku... to chyba działa, odpływam. Jestem lekki, jestem chyba w całkiem niezłej kondycji, bo jakoś nie odczuwam zmęczenia przy tym ćwiczeniu. Fakt, wyobraźnia podsuwa jakieś poboczne, choć skutecznie mącące uwagę, obrazy, ale to pierwszy raz, później pewnie zacznę dochodzić do wprawy. Przegrzałem, mój basen zdaje się był z jednej strony ciut za głęboki, bo prawie zapadłem w sen. Nie zniechęcać się, wypływamy na szersze wody.
 Co tam dalej było... Aha, przechodzimy na trening, sala ćwiczeń. Co, tak bez rozgrzewki? A nie, jest coś. Wyciągnąć maksymalnie wnioski z dotychczasowego bla bla otworzyć szeroko ple ple stanąć prosto w prawdzie bla bla ple ple. No, mamy to ogarnięte, teraz konkret. Idziemy w masę... a nie, to raczej rzeźba będzie, było coś w przewodniku. To co, jedziemy? ja bym zaczął od klaty, a co tu jest? Empatia. No ta, to będzie chyba ta partia mięśni. I co dalej? Organ - serce. No klata, mówiłem, ale weź, jak niby mam to... aha, jest rozpiska. No dobra, to jedziemy pierwszą serię. Poszło. O jaaa too... ostro było. Co to było? chyba się za bardzo wczułem, aż mi pociemniało. No, no, uspokoić pikawę, jeszcze dwie serie. Tak na czysto ten trening, przydałoby się czymś wspomóc, nie jest lekko, a to dopiero pierwsze ćwiczenie. A co tam mamy na dwójeczce? Pokora? Przydałoby się coś z kopem, a nie takie ciepłe kluchy. Zobaczymy, może później coś się rozkręci. Ok, wracamy do treningu, pokora... pokora... Kolana? Co mam... jakie mięśnie... no nie no, dawać rozpiskę, o co tu biega (tak propo nóżek, he he). Aha, lecimy z tym koksem. No tak za daleko to nie zalecimy, mało dynamiczne ćwiczenie, wolałbym więcej ognia. ...sza seria, uff, to se pogadałem, dzięki, mam swoje więcej ognia, kto by pomyślał, że to taka pompa, że to tak boli. A, nic to, pewnie po prostu zakwasy, jak już się rozhulam to klękajcie narody (he he, tak propo kolan). Następne proszę. Tolerancja? No nie mów. Jak to słyszę... Dobra, bez takich, bez uprzedzeń, trening wymaga systematyczności, lecimy. Zwieracz???
 Co jest, mamy cię? Nie no, się dałem wkręcić, co mnie podkusiło? Pszeesz to jakaś pompa dla masochistów, wyczynowców, dajcie żyć, jeszcze zdążę umierać. Ale się wkur...
 Nie no, spokojnie. Innym razem. Nie, dziękuję, poczekam. Kto by to wytrzymał, panie kochany... a w ogóle co ja się tu tłumaczę.
 Gdzie jest moja stara torba? Lecę na siłkę. Nawet pobiegać czy z tymi kijkami już bym wolał niż takie abstrakcje-akrobacje.
 Jakaś równowaga musi być!

(red.)

Skomentuj

Redakcja najlepsze komentarze nagrodzi zdalnie sterowanym buziakiem (płeć żeńska), jako się rzekło, jakimś "żółwikiem" (płeć męska)