09.25.2018

...to dobry dzień na
fitness dla umysłu...

Logowanie / rejestracja

Kopalnia walut

Nasza ostatnia wyprawa w drukowaniu ma związek z przerwą do Kantorii, którą zafundował nam tajemniczy sponsor o pseudonimie/nicku Sauros, czy jakoś tak.

Ciekawe strony, nad którymi baczną opiekę sprawuje czujne oko tajemniczego Saurosa. Cośmy się napatrzyli, czego dowiedzieli, to nasze, ale nie omieszkamy tu wspomnieć o nieplanowanym wypadzie do kopalni. Owoż, zboczyliśmy nieco z najbardziej obleganych szlaków krainy, by pogrotołazić i zagłębić się z lekka w mroczną dziedzinę mamony, jako się rzekło, nie była to kopalnia odkrywkowa. Legendy mówią, że u jej prapoczątków leżało złoto, że to ono było bazą dla wszystkich korytarzy poszczególnych pokładów walut, jednak obecnie, w czynnych jeszcze i nadal eksplorowanych częściach przeważa nowoczesna i niezbyt zrozumiała dla przeciętnego konsumenta technologia wykorzystująca metody interwencyjne. Nasz przewodnik był człowiekiem bardzo oszczędnym, więc i komentarze z jego strony były raczej zdawkowe.
(red.) - Co to za tąpnięcie?
(P.) - Reakcja zwrotna.
(red.) - ???zjawisko naturalne?
(P.) - Trzeba było trochę odgazować jeden korytarz, po wyjściu ze strefy.
(red.) - Polityka? Reakcja rynku na rozczłonkowanie Kołchozu?
(P.) - Rynek to my. Polityka? Nam nie zagraża.
Ot i tyle, coś ktoś zrozumiał? Brnęliśmy tak w głąb, wszerz, w ogóle, i wbrew pozorom było ciekawie.
(red.) - O! wygląda i dźwięczy znajomo (każdy pokład charakteryzował jakiś specyficzny dźwięk)
(P.) - Yhy, to wasza waluta.
(red.) - Super! możemy...
(P.) - Idziemy.
(red.) - Ale tu zakładają jakieś ładunki, dziwnie to wygląda, chcieliśmy...
(P.) - Żadnych zdjęć! Idziemy!
(Tak, artykuł bez zdjęć, a uwierzcie, uzbierałoby się, a jakie persony krążyły po krainie, zaskoczenie. Wielu, zdawałoby się, już 'nieobecnych') Sama kopalnia, niby nic szczególnego, ale atmosfera w i wokół... trudno przecenić. Fakt, że część szybów 'wygaszono', nie umniejszał wrażenia ogromu prac prowadzonych z rozmachem 24 godziny na dobę. Moc posiadanego przez nas oficjalnego zezwolenia i wcześniejsze zapewnienia o pełnej otwartości i współpracy wyraźnie traciły swą wartość na tej głębokości, bo nasz przewodnik zdawał się realizować jakiś autorski plan przyspieszonej edukacji i odesłania klientów "bez reszty". Zaiste, tu nie było drobnych. W sensie ogólnym. Po, niemal ekspresowej, przebieżce przez kilka znaczących i kilka dość egzotycznych, ciekawostkowych pokładów, dotarliśmy chyba do najważniejszej części organizmu kopalni, niczym do delty rzeki. Znamienne, że cechą wspólną na każdym pokładzie była tajemnicza postać z brodą, o rozbieganych, podejrzliwych oczkach. Gnomy jakieś, skrzaty, skarbniki?
(P.) - Każdy pokład ma swojego komisarza... jakby... brygadzistę. - wykrętnie i naprędce wyjaśnił przewodnik.
(red.) - Jakiś dziwny swąd. Metan? Tutaj?
(P.) - To nie metan, to... specyficzna woń... chemikaliów... dotarliśmy do centrum, tu główne waluty...
Rozległ się zgrzyt, a przez ściany przeszły wyraźnie wyczuwalne drgania. Dopiero teraz zwróciliśmy uwagę na dużą ilość stempli podtrzymujących pokłady.
(P.) - Jakie stemple? To FILARY, zapamiętajcie sobie.
Niepokój, jaki zawitał na twarzy przewodnika w trakcie drgań, nie umknął naszej uwadze. Wokół zaczęła się krzątanina, która wskazywała na dość alarmowy charakter zjawiska, pojawiły się jakieś brygady z nowymi stemplami... wróć, filarami. Przy najbliższych nam uwijały się jednostki, które pokrywały uwidaczniające się drobne pęknięcia niebieską farbą, dodając na koniec rzucik z żółtych gwiazdek.
(red.) - No to chyba...
(P.) - No to chyba koniec wycieczki, mamy tu sporo pracy, jak widzicie nikt tu nie stoi po próżnicy
Chętnie i z widoczną ulgą wyproszeni przez przewodnika znaleźliśmy się dość szybko na powierzchni, w innym świecie. Był pogodny dzień i wszystko wokół sprawiało wrażenie sielskości, nawet wejście do kopalni, które wydawało się z tej perspektywy jakimś uroczym zaproszeniem do Sezamu. Po prostu bajka, tylko zakończenie i wspomnienia jakieś takie... ubogie.

(red.)

(ja) - I co o tym myślisz?
(...ski) - Myślę... więc jestę
(ja) - Yyy, czyli co, wolisz być?
(...ski) - Wolę żyć, chodź pożyjemy, po drodze mijaliśmy taką sympatyczną winniczkę, zwiedźmy ją

Skomentuj

Redakcja najlepsze komentarze nagrodzi zdalnie sterowanym buziakiem (płeć żeńska), jako się rzekło, jakimś "żółwikiem" (płeć męska)